Malenkowicz

Pustka

Krzycz w pustkę.

Nikt nie usłyszy twojego wołania.

Otchłań zjada dźwięki, uczucia, emocje.

Jedyne co zostaje to pamięć.

Pamięć o tym co było.

Ale skoro minęło…

Czy to oznacza, że wszystko minęło?

Czytaj dalej...

Fofo Marzyciel

Mówią, że być marzycielem jest niebezpiecznie. Gdy twój umysł płynie wśród niebieskich obłoków rzeczywistość dookoła nas przestaje mieć znaczenie.

Pogoda była fenomenalna, nic nie miał w planach na resztę dnia, więc Fofo rozłożył się w hamaku.

Jednak po chwili stało się jasnym, że jego umysł nie znosi próżni i bezczynności. A gdybym tak był stwórcą wszechświata? Pomyślał, zamknął oczy i oddał się tej myśli.

Wtem jego oczy wypełniła eksplozja!

Czytaj dalej...

Na podjezdzie stal maly chlopiec a w rekach trzymal palasz

There was a child wielding a broadsword standing in his driveway.

Budzik…

Pierwsza drzemka… Druga drzemka… Przyzwoitość zabrania zignorować trzecią.

Szybka kawa, pod prysznicem klasycznie Maryla Rodowicz.

Śniadanie… Śniadanie? Była przecież kawa.

Przed wyjściem do pracy rozejrzał się po domu. Ile by dał by móc spokojnie rozłożyć się na kanapie i nie myśleć o pracy, by móc rozłożyć się na niej i wylegiwać się do bólu.

Praca w korpo była nudna do granic wytrzymałości. Modlił się by przyszła ta cała automatyzacja i zmusiła go do zmiany stanowiska.

Życie towarzyskie? Chujowo ale stabilnie. Przelotne opady jizzu zdobyte poprzez aplikację UberSex to wszystko na co mógł liczyć.

Nostalgia za lepszym życiem go obezwładniła.

Ile ja bym dał by nie mieć tak nudnego życia. Głośno powiedział sam do siebie niczym zaklęcie. Oczywiście nic się nie wydarzyło. Nadal musiał iść do pracy by odbębnić swoje osiem godzin.

Zrezygnowany złapał za klucze, płaszcz i wyszedł z domu.

Przekręcił zamek w drzwiach

Obrócił się

I… Dziecko?

Czytaj dalej...

Bol plecow, bol istnienia

Jezus maria jak mnie plecy napierdalają... pomyślał Józek budząc się o poranku. Jak zwykle obudzony o świcie pianiem koguta. Życie na wsi nie oferowało wielu atrakcji czy luksusów, zwłaszcza przy małym gospodarstwie i pustkach w portfelu. Mimo to nigdy nie narzekał na swoje życie. Jego rytm wyznaczała natura i słońce. Gdy ono wstawało, wstawał i on, gdy ono zachodziło, on też kończył pracę na dzień. 

Czytaj dalej...

Bialo-czerwona bajka

Za siedmioma górami, za siedmioma uniami była sobie magiczna kraina zwana Polską.
I w tej krainie, jak w każdej baśni, działy się rzeczy niestworzone.
Choć było bezpiecznie, to wszyscy się bali!
A czegóż się bali?
Wszystkiego się bali!

Czytaj dalej...

Gdy pieklo zamarzlo

Drewniane ściany chaty trzeszczały, jak gdyby miały się zaraz zawalić. Piec parowy stojący idealnie w centrum izby operował na pełnych obrotach.

Dwie kołdry, koc z owczej skóry, gruba, obszyta futrem kurtka i spodnie…

Wszystko na nic…

Ciągle zimno.

Ile to już trwało? Dzień? Dwa? Godzinę? Tydzień?

Na niebie wieczny mrok nie pozwalał określić upływającego czasu. Ale czy czas miał jeszcze jakiekolwiek znaczenie?

Donośny dźwięk syreny wyrwał go z marazmu. Pora odebrać kolejne racje żywnościowe. Wyskoczył spod kocy i założył ekstra warstwę ubrań na siebie. Spojrzał na termometr.

Czytaj dalej...

Przerwa na papierosa

Tegoroczne Lato było wyjątkowo chłodne. Holenderska pogoda słynęła z szarości i wiatru, ale w tym roku chyba postanowiła iść na rekord.

Lily usiadła na schodach kamienicy, odór kocich odchodów zmusił ją do zejścia 2 schodki niżej. Stara Betty znowu wypuściła koty na zewnątrz i o nich zapomniała. Zawsze, kiedy to się działo całe schody były uwalone. Z jakiś powodów Koty mając cały świat do wyboru wolały wypróżniać się właśnie na schodach… Wzdychnęła. Coś łamało ją w kręgosłupie, złapała się za lędźwie i strzeliła kręgosłupem. Rozejrzała się i wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę.
„A pieprzę” syknęła pod nosem. Wiatr nie dawał jej odpalić. Zarzuciła kurtkę na głowę i odwróciła się w stronę ceglanej barierki.

Czytaj dalej...

Mrok

Na dnie serca ukryty mrok
Nie daje pozbyć się moich trosk
Osusza nadzieje, że wróci on
Że tak na prawdę, jest tuż o krok

Miłości krzew nadaje ton
Ogrodu mego z nim słodka woń
Bez grzechu chowany szczęśliwy on
Umiera obdarty z owoców w noc

Czytaj dalej...

Bez Nazwy

Osaczony,
W sieci kłamstw utkanej tak,
By z worków nie powychodziły szydła,
W górę wzbiłem się niczym ptak,
A potem obcieli mi skrzydła,

Znienawidzony,
Przez wszystkich, nawet Ciebie,
Skończył się mój czas,
Miałem poczuć się jak w niebie,
A spadłem jak ciężki głaz,

Naznaczony,
Przez życie i los,
Idąc swoją własną drogą,
Co chwila w plecy mocny cios,
To on jest moją trwogą,

Niebezpieczny,
Taki będę,
Broniąc resztek mej godności,
O świcie słońca tam przybędę,
Oczekując gościnności

Naiwny,
Taki byłem,
Marnym synem zaufania,
Tym cię kiedyś obdarzyłem,
Dziś są nieme me błagania,

Przegrany,
Taki jestem,
Teraz moje usta bluźnią,
Chcąc się zmienić jednym gestem,
Lecz na to jest już za późno