Malenkowicz

Na podjezdzie stal maly chlopiec a w rekach trzymal palasz

There was a child wielding a broadsword standing in his driveway.

Budzik…

Pierwsza drzemka… Druga drzemka… Przyzwoitość zabrania zignorować trzecią.

Szybka kawa, pod prysznicem klasycznie Maryla Rodowicz.

Śniadanie… Śniadanie? Była przecież kawa.

Przed wyjściem do pracy rozejrzał się po domu. Ile by dał by móc spokojnie rozłożyć się na kanapie i nie myśleć o pracy, by móc rozłożyć się na niej i wylegiwać się do bólu.

Praca w korpo była nudna do granic wytrzymałości. Modlił się by przyszła ta cała automatyzacja i zmusiła go do zmiany stanowiska.

Życie towarzyskie? Chujowo ale stabilnie. Przelotne opady jizzu zdobyte poprzez aplikację UberSex to wszystko na co mógł liczyć.

Nostalgia za lepszym życiem go obezwładniła.

Ile ja bym dał by nie mieć tak nudnego życia. Głośno powiedział sam do siebie niczym zaklęcie. Oczywiście nic się nie wydarzyło. Nadal musiał iść do pracy by odbębnić swoje osiem godzin.

Zrezygnowany złapał za klucze, płaszcz i wyszedł z domu.

Przekręcił zamek w drzwiach

Obrócił się

I… Dziecko?

Na podjeździe stał mały chłopiec a w rękach trzymał pałasz. Piękny, metrowy miecz. Nieproporcjonalnie duży do jego małego ciała. A mimo to nawet się nie zachwiał trzymając go.

Zawiesił się.

Milion myśli przebiegało mu przez głowę. Żadna nie potrafiła ułożyć scenariuszu w którym dziecko dorywa miecz obosieczny i staje obcemu człowiekowi na podjeździe bez śladu dorosłego w pobliżu. Co więcej, w okolicznych domach jest ledwie trójka dzieci w tym wieku i to nie było żadne z nich.

Cześć! Zgubiłeś się?

Młody nie odpowiedział. Postanowił więc go zignorować i po prostu pójść do pracy. Gdy tylko zbliżył się, dzieciak zaczął wymachiwać mieczem w jego strone. Wycofał się. Wyjął komórke i napisał do szefa że się spóźni bo… Ma dziecko z pałaszem na podjeździe.

W odpowiedzi usłyszał że nie firma nie toleruje przychodzenia do pracy po zażyciu narkotyków.

Chciał się więc wytłumaczyć, wysłać zdjęcie (dzieciak ciągle stał bez ruchu i się nie odzywał) Ale gdy tylko próbował je wysłać nagle aplikacje odmawiały współpracy. Żadne sms-y, media społecznościowe, załącznik do maila,… nic nie pomagało. Nie był w stanie wysłać zdjęcia.

Facetime! Krzyknął sam do siebie i chciał zadzwonić do szefa by pokazać mu dziecko z pałaszem na podjeździe… Połączenia nie mógł nawiązać…

Schował komórkę do kieszeni, ciężko przełknął ślinę i spytał się dzieciaka Skąd się tu wziąłeś?

Cisza…

Jak masz na imię?

Cisza…

Gdzie są twoi rodzice?

Cisza…

Pozwolisz mi przejść?

Dziecko otworzyło usta, już miało się odezwać, gdy zamknęło je szybko i zdecydowanym ruchem zasygnalizowało że nie.

Postanowił zadzwonić do koleżanki i poprosić ją o rade. Ma dwójkę dzieci to na bank będzie wiedziała co robić, prawda? Wiadomo, że każda matka w pewnym momencie swojej kariery przechodzi przez epizod dziecka z pałaszem.

Po chwili odebrała telefon

-No jo, co tam?

-Nie wiem co robić… Chcę iść do pracy ale nie mogę! Na moim podjeździe stoi dzieciak z pałaszem i nie pozwala mi się ruszyć z ganku! Co robić?

-Proszę cię nie dzwoń do mnie w takim stanie.

<beep beep beep>

Połączenie przerwane.

Zaczął sądzić, że wariuje i że żadnego dziecka nie ma. Złapał za miotłę, która stała na ganku i skierował w stronę dziecka tak by go tyknąć nią. W odpowiedzi ten przeciął miotłę jednym, sprawnym ruchem.

Znów ciężko przełknął ślinę.

W oddali zobaczył starszą parę zbliżającą się w jego stronę.

Czy mogą państwo mi pomóc? Ten dzieciak grozi mi mieczem!

Krzyknął w ich stronę, ci tylko pomachali mu, posłali życzliwy uśmiech i ignorując całkowicie jego słowa poszli dalej przed siebie.

Zrozpaczony usiadł i prawie się rozpłakał. Postanowił zadzwonić na policję.

Zagrozili że jak jeszcze raz zrobi sobie żarty to zamkną go na 2 dni w pace i będzie grzywna.

Czy to już ten czas? Pomyślał. Faktycznie wyglądało to jakby przyszła pora na niego a dziecko było kostuchą. Nikt nie mógł zobaczyć go poza nim, nikt nie reagował na dziecko (a to dość osobliwy widok przecież), nikt nie chciał mu uwierzyć.

Założył płaszcz na siebie. Sram na to! Pomyślał by dodać sobie odwagi i z chwiejnym od strachu krokiem ruszył powoli przed siebie.

Chwila trwała jak wieczność. Każdy krok zajmował lata. Dzieciak niewzruszenie stał na podjeździe i obserwował mężczyznę.

Gdy ten zbliżył się wystarczająco, kilkoma zgrabnymi ruchami rozczłonował go. Łza poleciała mu po policzku gdy ścięta głowa upadała na ziemię. Młody nie okazał żadnych emocji, krew spływała po podjeździe. Cichy akt zbrodni nie przykuł niczyjej uwagi.

Po kilkunastu minutach dopiero sąsiadka z domu naprzeciwko wyszła by samej ruszyć do pracy. Zobaczyła tą potworną scenę i zaczęła krzyczeć!

Zbiegli się ludzie, przyjechała policja i karetka.

Ktoś zawiadomił wspólnych znajomych z ofiarą.

Nikt nie zbliżył się do dziecka. Nikt nie wiedział jak.

W końcu jak się pojawiło, tak znikło z podjazdu. Wszyscy wykonali swoją pracę. Policja zebrała zeznania, ratownicy sprzątnęli ciało, sąsiedzi i przyjaciele uprzątnęli resztę krwi z podjazdu.

Sąsiadka która jako pierwsza go zobaczyła została chwilę na podjeździe i myślała o całym zajściu.

Kim było tajemnicze dziecko?

Dlaczego to się stało?

Zachodzące słońce zmotywowało ją do powrotu do domu. Przeszła przez podjazd, otworzyła furtkę od swojego ogrodu, zamknęła ją na klucz,

Odwróciła się i…

Na jej podjeździe stał chłopiec a w rękach trzymał pałasz. 

Udostępnij na Facebooku Udostępnij na Twitterze