Malenkowicz

Gdy pieklo zamarzlo

Drewniane ściany chaty trzeszczały, jak gdyby miały się zaraz zawalić. Piec parowy stojący idealnie w centrum izby operował na pełnych obrotach.

Dwie kołdry, koc z owczej skóry, gruba, obszyta futrem kurtka i spodnie…

Wszystko na nic…

Ciągle zimno.

Ile to już trwało? Dzień? Dwa? Godzinę? Tydzień?

Na niebie wieczny mrok nie pozwalał określić upływającego czasu. Ale czy czas miał jeszcze jakiekolwiek znaczenie?

Donośny dźwięk syreny wyrwał go z marazmu. Pora odebrać kolejne racje żywnościowe. Wyskoczył spod kocy i założył ekstra warstwę ubrań na siebie. Spojrzał na termometr.

Czytaj dalej...

Przerwa na papierosa

Tegoroczne Lato było wyjątkowo chłodne. Holenderska pogoda słynęła z szarości i wiatru, ale w tym roku chyba postanowiła iść na rekord.

Lily usiadła na schodach kamienicy, odór kocich odchodów zmusił ją do zejścia 2 schodki niżej. Stara Betty znowu wypuściła koty na zewnątrz i o nich zapomniała. Zawsze, kiedy to się działo całe schody były uwalone. Z jakiś powodów Koty mając cały świat do wyboru wolały wypróżniać się właśnie na schodach… Wzdychnęła. Coś łamało ją w kręgosłupie, złapała się za lędźwie i strzeliła kręgosłupem. Rozejrzała się i wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę.
„A pieprzę” syknęła pod nosem. Wiatr nie dawał jej odpalić. Zarzuciła kurtkę na głowę i odwróciła się w stronę ceglanej barierki.

Czytaj dalej...